Życie to nie bajka

Życie to nie bajka
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

O sprawdzonym przez państwa Bajkowskich przepisie na „pozbycie się” dzieci na 4 miesiące. Nie sprawdza się tylko u rodzin z tzw. niebieską kartą.

W rodzinie nie zawsze jest tak kolorowo i bajecznie jak na tym zdjęciu.

Są chwile, kiedy rodzicom zwyczajnie nie starcza cierpliwości. Mi też się to niestety zdarza.

Kiedy myję mojemu 4 letniemu synowi zęby – on zazwyczaj kiwa się i kłapie dziobem, kiedy ubieram mu kurtkę – skacze, kiedy pomagam zapiąć buty – przestępuje z nogi na nogę, a kiedy ni z tego ni z owego zachce mu się mleka – krzyczy jak opętany dopóki go nie dostanie… Oczywiście mleko musi być podane w odpowiednim kubeczku i mieć odpowiednią temperaturę. W przeciwnym razie zawodzenie trwa nadal.

Jak to przetrwać? Synek oczywiście nie ma z tym problemu, ale ja – zwykle zmęczona i w pośpiechu – jestem poirytowana jego zachowaniem, a z kolei to moje poirytowanie nie podoba mi się najbardziej. I taki to krąg zaklęty.

Kiedy jestem na skraju wybuchu i przygryzam do krwi wargi żeby nie zawyć do niebios, przez myśl przechodzi mi idea, aby skonsultować nasz przypadek, ze specjalistą.

Jednak kiedy przeczytałam historię państwa Bajkowskich, wizytę u psychologa natychmiast odwołałam!

Historia Bajkowskich

Państwo Bajkowscy mają trójkę dzieci. Dwoje wieku 13 i jedno w wieku 10 lat. Dzieci się dobrze uczyły, ale podobno niespecjalnie chętnie chodziły do szkoły. Być może, tak jak i ja w niektórych momentach, rodzice mieli wrażenie, że ciężko im sprostać wyzwaniu, jakim jest wychowanie dzieci. Z pewnością tego typu wrażenie przy trójce podopiecznych to zjawisko normalne. Gdyby jednak była to rodzina patologiczna, rodzice nie zaprzątaliby sobie głowy takimi zmartwieniami hołdując życiowej filozofii „JEST JAK JEST”. Czasem się krzyknie, czasem uderzy, nikt nie widzi w tym nic niezwykłego.

Bajkowscy jednak problem dostrzegli i szukali pomocy. Zgłosili się więc do Krakowskiego Instytutu Psychologii na konsultacje, a potem terapię rodzinną. Z czasem z terapii zrezygnowali, bo nie widzieli efektów i mieli zastrzeżenia do prowadzącego ją psychologa.

Machina sprawiedliwości

W tym momencie jednak Instytut zabił na alarm. A zaraz potem ruszyła cała machina wymiaru sprawiedliwości. Rodzinę zaczął odwiedzać kurator. Mimo, że nie stwierdził niczego niepokojącego, to wątpliwości Instytutu z powodu przerwanej terapii wystarczyły żeby poinformować prokuraturę, a następnie wszcząć postępowanie sądowe w celu odebrania dzieci rodzicom.

Szybki wyrok

Choć wydawało się, że tej sprawy Bajkowscy przegrać nie mogą, wkrótce mieli się potwornie zdziwić. Działający na zlecenie sądu Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny („tzw. RODK”) opiniujący relacje w tej rodzinie, wypowiedział się dość dwuznacznie. Z jednej strony stwierdził, że dzieci mają zaspokojone podstawowe potrzeby bytowe i opiekuńcze. Rodzice interesują się ich zdrowiem, problemami, sytuacją szkolną, dbają o właściwe zorganizowanie czasu wolnego. Ale z drugiej wskazał, że dzieci wychowują się w bardzo trudnych warunkach rodzinnych, zaburzających ich rozwój emocjonalny.

Opierając się na tych oraz innych wyciągniętych z kontekstu ustaleniach, RODK uznał, że rodzina potrzebuje pomocy.

Pomoc = odebranie dzieci

Nie byłoby w tym jeszcze niczego zdrożnego. W końcu w tego typu sytuacjach lepiej dwa razy sprawdzić niż coś przegapić. Może rzeczywiście w tym przypadku zachodziły podstawy do niepokoju. Dziwne jest jednak to, że była to rodzina, która nie miała dotąd żadnych problemów i po pomoc zgłosiła się sama, a mimo to RODK zasugerował sądowi bardzo drastyczne rozwiązanie polegające na odebraniu dzieci i skierowanie ich do rodziny zastępczej albo domu dziecka.

Jeszcze dziwniejsze jest to, że sąd na takie rozwiązanie bez chwili zawahania przystał. Nie zdecydował się na żadne opcje pośrednie typu obowiązek kontynuowania terapii rodzinnej, czy obserwacje rodziny. Rodzinie można by na przykład przyznać asystenta, który zgodnie z nową ustawą o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, mógłby wesprzeć i pomóc w prawidłowym jej funkcjonowaniu.

Sprawa rozstrzygnęła się zadziwiająco szybko i skutecznie jak na polskie warunki.

Sad ustalił, że rodzice Bajkowscy „wadliwie funkcjonują w swoich rolach” i w dniu 30 stycznia 2013 r. postanowił, że rodzicom należy od razu odebrać dwójkę dzieci i przekazać je do placówki interwencyjnej, a następnie placówki socjalizacyjnej, czyli domu dziecka. W dodatku wyrokowi nadano klauzulę natychmiastowej wykonalności.

Obława policji

Jak można się domyślać zdezorientowani rodzice dobrowolnie wyroku nie wykonali.

Okazuje się jednak, że wbrew pozorom mechanizm przymusu też mamy w państwie skuteczny. Pewnego lutowego dnia policja wraz z kuratorem zaplanowali swoistą obławę na dzieci Bajkowskich Przyczaili się pod szkołą, a kiedy niczego nieświadome dzieci pojawiły się na horyzoncie, cap za kaptur i do wozu. Jakaś dyskrecja? Wrażliwość?

Nic z tych rzeczy.

Jedynie krzyk i płacz przerażonych dzieci proszących o to, „by nie zabierać ich do więzienia.”

Procedura odwoławcza i ponownie I instancja

Wyrok, mimo że natychmiast wykonalny, nie był prawomocny więc, złożono apelację. Krakowski sąd apelacyjny, do którego sprawa trafiła w kwietniu tego roku, uchylił orzeczenie pierwszej instancji. W dotychczasowym postępowaniu sądowym dopatrzono się tak rażących błędów, że stwierdzono wręcz nieważność postępowania. Ma to taki skutek prawny, że sprawa miała być ponownie rozpatrywana przez sąd I instancji. Rodzice dostali szansę, by walczyć o dzieci powołując swoich biegłych i świadków, przedstawiając argumenty na swoją obronę. Jednak mimo takiego wyroku, sąd odwoławczy nie uchylił środka, jakim było umieszczenie dzieci w domu dziecka. Nie pomogły deklaracje ze strony ojca dzieci – pod adresem którego padły najcięższe zarzuty – że na czas postępowania sądowego wyprowadzi się z domu, a rodzina będzie objęta szczelnym dozorem. Sąd był przekonany, że dla tej rodziny będzie najlepiej, jeśli do czasu zakończenia od nowa toczącego się postępowania dzieci będą przebywać w sierocińcu.

W dniu 11 czerwca 2013 r. Sąd Rejonowy, który ponownie badał sprawę zwrócił dzieci Bajkowskim.

Ich życie ma szanse teraz wrócić do normy.

Internet huczy

Sprawa ta okazała się bardzo kontrowersyjna i gdybyście chcieli jeszcze o tym poczytać, to polecam jeszcze:

http://natemat.pl/54355,kochane-dzieci-sady-odbieraja-latwiej-w-niedziele-wielki-sprzeciw-wobec-wyroku-w-sprawie-bajkowskich-z-krakowa

http://wpolityce.pl/wydarzenia/48530-rodzina-bajkowskich-wzieta-z-zaskoczenia-duda-decyzja-sadu-jest-kuriozalna-jesli-przyjac-takie-standardy-to-do-domow-dziecka-powinny-trafic-dzieci-z-45-rodzin-w-polsce

http://www.pch24.pl/bajkowscy-odzyskuja-dzieci–ale-wielki-brat-nadal-patrzy,15518,i.html

W Internecie powstała inicjatywa zbierania podpisów pod otwartą petycją do Rzecznika Praw Dziecka o uwolnienie dzieci Bajkowskich.

***

Problemy wychowawcze? Ja? To nieporozumienie!

No tak… co ja pisałam o moim synku? Nic. Zapomnijcie o tym. Absolutnie żadnych problemów nie mamy.

Ja jestem zawsze uśmiechniętą i zrelaksowaną matką, zaś moje dziecko jest:

posłuszne (ale nie za bardzo, bo można by podejrzewać, że jest zastraszane),

roześmiane (ale z umiarem żeby nie było podejrzeń o to, że podaję mu rozweselacze),

Poza tym:

zawsze chętnie chodzi do przedszkola (ale nie samo i nie biegiem, bo mogłoby się potknąć i spocić),

po każdym posiłku myjemy ząbki (ruchami okrężnymi, po 2 minuty na każdą szczękę),

każdego ranka jemy urozmaicone śniadanie, w skład którego wchodzi ciemne pieczywo sałata i kiełki rzeżuchy (nie są to bynajmniej czekoladowe kulki z mlekiem),

każdego wieczoru czytam mu bajkę na dobranoc (oczywiście nie tą samą żeby go nie zanudzić).

about author

admin

related articles