Przychodzi baba do prawnika, a prawnik… też baba

Przychodzi baba do prawnika, a prawnik… też baba
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

czyli o tym, czy zawody prawnicze w ogóle stworzone są dla kobiet.

zawód prawnika

Czy zawód prawnika jest zawodem kobiecym?

Ani trochę. Począwszy od samego stroju, nad którym poznęcałam się już we wpisie pt. Historie z togą w roli głównej, więc nie będę się powtarzać, a skończywszy na ogromnych i ciężkich, wielotomowych aktach, które codziennie musimy dźwigać i paru innych rzeczach po drodze.

Tony akt do dźwigania

Jest rozprawa – nie ma zmiłuj! Musisz wziąć wszystkie dokumenty, które dotyczą danej sprawy. Co ciekawe, na ogół na samej rozprawie się nie przydają, ale lepiej je ze sobą mieć, bo są wyjątki. Raz nie zabrałam (z własnej wygody) i oczywiście okazało się, że sędzia jakiegoś papierka nie mógł znaleźć w swoich aktach. Myślałam wtedy, że ze złości na swoją niefrasobliwość powyrywam sobie wszystkie włosy z głowy. Kiedy więc jesteś kobietą prawnikiem zwykle stoisz przed takim wyborem: albo zepsuta fryzura, albo wyciągnięte ręce do ziemi, jak u orangutana.

Od czasu tamtej feralnej rozprawy, wybieram zawsze „orangutana”.

Dlatego pozbawię was złudzeń – ta elegancka kobieta na zdjęciu powyżej to nie jestem ja. Ubolewam, ale na co dzień nie wyglądam tak powabnie. Nie używam takiej zgrabnej walizeczki, bo nic by się do niej nie zmieściło. Idąc na rozprawę zabieram wysłużoną, wielką czarną teczkę wypełnioną po brzegi aktami i na ogół tak ciężką, że niemal ciągnę ją po ziemi. Teczka zwykle pęka w szwach i się nie dopina. Bywa, że pod pachą, muszę zmieścić jeszcze czasem jakieś dodatkowe kwity. W ręku dzierżę kodeks i suknię fałdzistą – to już obowiązkowo – i tak obładowana dzielnie kroczę na spotkanie z moim klientem. Wyobraźcie sobie, że czasem stać mnie jeszcze na powitanie z uśmiechem.

Trening czyni mistrza.

Najlepsze jest jednak to, że nawet gdy tym klientem okazuje się mężczyzna, to nie wiem jakbym się do niego szczerze nie uśmiechała, rzadko kiedy mężczyzna ten sam z siebie oferuje mi pomoc w niesieniu moich tobołów!

Dzieje się tak z kilku powodów. Na ogół jest zdenerwowany czekającą go za 10 minut rozprawą i spotkaniem z przeciwnikiem. To zrozumiałe, dla kogoś, kto nieczęsto ma okazję być w sądzie – jest to przeżycie dość stresujące. Wtedy człowiek jest skupiony na sobie i ja to rozumiem.

Jednak główna przyczyna jest związana z pewnym stereotypem, który z kolei bierze się z uzasadnionych oczekiwań klienta. Wynajmujesz prawnika, po to by ci pomagał i wyciągał z opresji. Ma być murem odgradzającym od twojego przeciwnika i budzącego strach sądu. Ten mur ma ciebie wspierać, a nie ty jego. Stąd oczekiwanie, że tym murem będzie raczej silny mężczyzna, a nie jakaś drobna kobietka. No a jeśli zdarzy się już taki wybryk natury, to widać jakaś twarda sztuka musi być. A przynajmniej powinna, bo w tym zawodzie nie ma miejsca na sentymenty i wątłym psychicznie jest znacznie trudniej. Wątłym fizycznie – jak się okazuje – też.

Innym powodem, dla którego klienci rodzaju męskiego nie oferują pomocy w dźwiganiu akt jest to, jak kobieta prawnik w tym sądzie wygląda. Ano tak, że jak narzuci na siebie ten czarny, wielki tropik zwany togą, to posturą od razu dorównuje Agacie Wróbel. Słowem – wygląda jakby zdołała przenieść góry, więc co tam takie akta.

Kobieto zapisz się na siłownię

Dlatego kobietom, które wybierają się na prawo, a podobno takie tu zaglądają, od razu rekomenduję zakup karnetu na siłownię. Jak się weźmiecie do roboty od pierwszego roku studiów, to do końca aplikacji akurat uzyskacie krzepę taką, jaka jest wskazana do tego zawodu.

Z racji tego, że mnie nikt zawczasu nie uprzedził, a ja naoglądałamsię amerykańskich filmów i zdjęć takich jak to powyżej, siłownia nie przyszła mi do głowy. Teraz już strat nie odrobię, dlatego poważnie rozważam zakup walizeczki na kółkach.

Niestety dotychczas niczego odpowiedniego nie znalazłam. Jeśli ktoś z was ma jakieś namiary na niedużą (taką wielkości akt), zgrabną, czarną walizeczkę / aktówkę, będę wdzięczna za linka. Tylko żebyśmy mieli jasność – nie chodzi mi o taką torbę w kratkę, z którą będę wyglądała jakbym wracała z zakupów z Tesco.

Taką do Tesco już mam.

Nazwy zawodów prawniczych, czyli sędzina i inne takie kwiatki

Każdy wie, kto to jest sędzia, radca prawny, adwokat czy prokurator. Jeśli jednak któryś z tych zawodów wykonuje kobieta i chcielibyśmy to podkreślić – to jak należałoby powiedzieć? Prokuratorka, adwokatka? No dajcie spokój. Jak dla mnie nie do przyjęcia. A co powiecie o radczyni prawnej? To już wyższa ekwilibrystyka słowna. Kto byłby to w stanie poprawnie odmienić? Sama miałabym kłopot.

Sędzina. Ludzie często tak właśnie nazywają kobietę, która jest sędzią. Otóż czynią to nieprawidłowo. Najlepiej skojarzycie na przykładzie: jest przecież każdemu znana sędzia Anna Maria Wesołowska, a nie sędzina Wesołowska.

Zdradzę wam pewnien sekret: sędzina oznacza … żonę sędziego

Czy można winić ludzi, za to, że tak kaleczą to słowo? Nie do końca, bo próby stworzenia żeńskiej formy są instynktowne i zrozumiałe. Póki co, nie ma poprawnego określenia innego niż pani sędzia. Szczerze mówiąc to nawet boję się żeby nikt na siłę nie zaczął takiego słowa tworzyć, bo zapewne wyjdzie mu taka „potwora” jak słynna „ministra”.

Jak zatem można się domyśleć z powyższego, nie jestem zwolennikiem żeńskich form typu psycholożka, neurolożka, o ministrze już więcej nie wspomnę. Nigdy nie nazywam siebie prawniczką, choć akurat to słowo już się na dobre przyjęło w języku polskim. Dla mnie jednak wciąż brzmi po prostu niepoważnie i świadomie nie przyczyniam się do jego popularyzacji.

A zatem, nawet język polski łaskawy dla kobiet prawników nie jest.

Godziny pracy

kobieta w pracyFunkcjonowanie w zawodzie radcy prawnego czy adwokata nie jest także najłatwiejsze ze względu na brak sztywno ustalonych godzin pracy. Niejednokrotnie pracuje się po nocach. Tyle, że to już specyfika większości wolnych zawodów, więc nie będę się tu rozpisywać. W każdym razie, dla kobiet, które są aktywnymi zawodowo prawnikami łączenie funkcji matki z życiem zawodowym to spore wyzwanie. Wiem, co piszę, bo od 4 lat intensywnie trenuję.

A zatem wnioski nasuwają się same – zawód prawnika kobiecy z pewnością nie jest.

Niemniej, potrafi dać na tyle dużo satysfakcji, że warto go wykonywać.

A wyciągnięte jak u orangutana ręce?

Na tym etapie dochodzę do wniosku, że to rzecz gustu, a jak wiadomo –

about author

admin

related articles